Etykiety

przędzenie (28) druty (25) kartka (18) czesanki (17) chusta (12) krzyżyk (11) South American (8) alpaka (7) farbowanie (6) Finnish (5) merynos (5) BFL (4) Devon (4) Szetland (4) album (4) czapka (4) skarpetki (4) szydełko (4) Corrediale (3) jedwab (3) Coburger (2) Spotkanie (2) bawełna (2) bluzka (2) materiały (2) moher (2) rękawiczki (2) Jackob (1) baby moher (1) ciasto (1) kuchnia (1) notes (1) pies (1) polska (1) pudełko (1) sernik (1) sweter (1) szalik (1) szycie (1) wielbłąd (1)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czesanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czesanki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 czerwca 2013

Jesienny świt - O farbowaniu słów kilka.

Piszę co prawda późną wiosną, ale kolory, które tutaj pokażą kojarzą mi się właśnie z jesiennym świtem.

Jak wzięło mnie na farbowanie, tak nie mogłam się zatrzymać. Postanowiłam spróbować metodę parową z BFL i jedwabiem. Chcę zrobić z tego dla siebie chustkę na zimę. Rozłożyłam wszystko na folii.


Kolory mają się przenikać od wiśniowego, poprzez czerwony do pomarańczowego.


Zawinęłam to wszystko w folię i łup do gara


W między czasie do piekarnika wrzuciłam błam szetlandu z takimi samymi barwnikami. Kolory złapały mocne. Nie ma białych przebić (bardziej się starałam?). Ale znowu nie jestem zadowolona. Wiśniowy wyszedł bardziej jak lila-bez, a pomarańczowy to jakiś cielisty. 


 Podsumowując temat farbiarski. Najlepiej farbuje mi się w garze i w wodzie. Potem chyba idzie piekarnik, ale muszę bardziej przyłożyć się do rozprowadzenia farby. Zastanawiam się też, czy może byłoby lepiej, gdyby czesanka była sucha? No sama nie wiem. Jeżeli chodzi o farbowanie na parze, to jak dla mnie za dużo certolenia się. No i niestety BFL znowu podfilcowane to wyszło. Ale być może są takie projekty, których inaczej się nie da zrobić. Dalej, farbowanie w mikrofali to jakaś porażka. Ciekawe kiedy zmienię zdanie.

No i zaczęłam już to prząść. Ze względu na podfilcowanie i chęć połączenia BFL z jedwabiem musiałam użyć szczotek i przeczesać. Uprzędłam pojedynczego singla, bo planowałam zrobić z tego navajo.


I jak planowałam tak zrobiłam:


Wyszło 324m czyli 294m/100. Skład to 9% jedwabiu no i 91% BFL. Tym razem nie miałam kłopotu z navajo. Singiel był mocniej skręcony i się nie rwał. Układ skrętu bardzo mi się podoba, no i przejścia kolorystyczne. Jak dla mnie jest to mięciutkie cudo. W planach mam zrobienie chusty na zimę. Będzie mi pasować do kurtki :)

Zastanawiam się jak nazwać nitkę, która tak wygląda. Już wiem, to jest Jesienny Świt.

niedziela, 2 czerwca 2013

Dzika Jeżyna

Znowu rzuciłam się na farbowanie. Spróbowałam metody piekarnikowej i z Merynosa wyszła mi taka oto jeżynka. 



Metoda podoba mi się o tyle, że nie trzeba czuwać nad czesanką, tylko wlać w nią farbę, wstawić do piekarnika na 100st na godzinkę i już. Ale nie za bardzo mi wyszło tofarbowanie. Myślałam, że 1) kolor wyjdzie jednak trochę inny 2) jednak nie będzie białych plam w środku 3) na końcu za to będzie bialutki kolor. Nie wyszło


Barwnika nie było za mało, bo jeszcze go potem wypłukałam. To po prostu moja wrodzona beztroska. Tu chlapnę, tam poleję i coś wyjdzie. Zawsze coś wychodzi. Ale nic to przecież w nitce, to wszystko się jakoś ładnie rozprowadzi. Niteczka ma być na chustę, więc myślę, że takie przejścia kolorystyczne będą wyglądały bardzo ciekawie.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

South American - Błękitna Laguna

Pierwszy kawałek South American, o farbowaniu którego pisałam wcześniej, już uprzędłam.
Farbowanie czesance nie służyło i niestety się sfilcowała. Samo rozdrabnianie palcami nie pomogło. Musiałam przeczesać. 


Ale potem już szło. Co prawda musiałam wydłubywać takie małe kuleczki i nie zawsze się dało, co niestety daje efekt pogrubionej nitki. Ale i tak jest nieźle. 


Wyszło tego 454m na 106g, co daje 428 m dubla na 100g. Korzystając z tego, że śnieg na dworze (Prima-Aprilis + lany poniedziałek = wszystko pasuje), zrobiłam zdjęcie na tymże śniegu. 


Kolor jest bardziej zielonkawy. Ten niebieski wypłukał się podczas prania. A przecież, czesankę płukałam do czystej wody. Nie wiem, czy czasami nie powinnam płukać gotowej nitki w occie. . 
W każdym razie zostało mi jeszcze pięć takich części do uprzędzenia i będę mogła robić sweterek. Wełna jest mięciutka, bardzo przyjemna w dotyku, już nie mogę się doczekać. Ale znając siebie zrobię to dopiero .... za kilka miesięcy.

poniedziałek, 25 marca 2013

Finish finnish

Czarny, a raczej bardzo, bardzo ciemno brązowy finnish to pierwsza czesanka za przędzenie której zabrałam się na serio. Staram się uzyskać równą nitkę, wychodzi lepiej niż przy poprzednim Filcu, ale ciągle nie jest to idealnie. Frania sprawuje się dobrze. Tylko, że cały czas muszę sobie powtarzać: "to nie jest wyścig kolarski, nie musisz tak szybko pedałować". Przędę na najwolniejszym przełożeniu a i tak wszystko kręci się jak dla mnie za szybko. Nie mam pojęcia czy przekręcam, czy nie dokręcam nitki. W praniu się okaże. W każdym razie zastanawiam się po co komu szybkie skrzydełko skoro już na tych przełożeniach skrzydełko kręci się jak wariat.






Co do samej czesanki, to w kłębuszku jest lekko ostra i kująca, ale mają z niej powstać skarpety, więc to może nawet dobrze, że trochę będzie "grzać".

Zrozumiałam także, dlaczego tak wiele prządek woli czesanki wielo-kolorowe. No cóż, przy takiej jednokolorowej to można się zanudzić na śmierć. Ja co prawda jeszcze się nie nudzę, bo muszę być bardzo mocno skupiona. Ale tak sobie myślę.

W każdym razie udało mi się ukończyć. 200g.


Każde 100 g wyszło inaczej. Pierwsze (już w kłębuszku) 100g dało mi 239m dubla (i 20m singla zostało); Drugie 100g dało 342m dubla i do tego uprzędłam jeszcze z pozostałego singla 25m navajo.


Widać wyraźnie, że przędę coraz cieniej i coraz równiej. Ten ostatni singiel to już zupełnie był cieniutki i nawet całkiem, całkiem równy. I na razie o to mi chodzi. Ale zastanawiam się, co robić z tymi całymi, długaśnymi metrami singla, które zostają. Jakoś nie wierzę, że jestem jedyna, która tak ma, i której single są nierówne.

Co do navajo - to powiem szczerze jest to dla mnie dosyć trudne. W każdym razie chociaż navajo wydaje się dużo bardziej miękki niż dubel, to póki co nie mam serca do tego skrętu.

wtorek, 19 marca 2013

Pierwsze koty za płoty

Zanim zmogła mnie grypa udało mi się uprząść niecałe 50 g czegoś, co miało roboczy tytuł : Filc i pochodziło z pasmanterii. Początkowo nie za bardzo mi wychodziło. Nie potrafiłam rozdzielić czesanki na wąskie pasemka (oczywiście w trakcie przędzenie), stąd te częste puszyste zgrubienia, ale potem było już coraz lepiej. Oczywiście ta niteczka absolutnie nie nadaje się, do żadnej klasyfikacji. Ale ma jedną zaletę... JEST. Nie wiem dlaczego, ale gdy patrzę na tę nitkę, to chce mi się śmiać. Jakaś taka śmieszna jest.





niedziela, 3 marca 2013

Wymianka Wielkanocna

Z pewną nieśmiałością dołączyłam się do wymianki Wielkanocnej organizowanej na FB. Jakoś stwierdziłam, że moje umiejętności nie są hm? doskonałe? No chodzi o to, że nic specjalnego nie robię. No ale jakoś tak zachciało mi się zrobić komuś niespodziankę i dostać jakąś niespodziankę. A ponieważ osoba, którą obdarowywałam już otrzymała paczkę to pochwalę się tym, co zrobiłam.

Najpierw długo myślałam. Moja osoba do obdarowania ma wiele umiejętności i lubi kolory jesieni. Chciałam zrobić coś fajnego jesiennego. Najpierw coś krzyżykiem. No i wymyśliłam słoiczek na różności. Nie jest może za bardzo jesienny, ale mam nadzieję, że będzie się podobał. 

A tutaj z innej perspektywy

Ponadto pomyślałam sobie, że skoro osoba obdarowana przeze mnie lub robić różne rzeczy, w tym na drutach, to może podaruję jej jakąś fajną wełenkę samodzielnie uprzędzioną. Kupiłam merynosa, pofarbowałam na jesienne kolory.


Początkowo, gdy jeszcze był w garnku, przestraszyłam się że będzie za ciemny i że nie będzie widać różnicy kolorów. Bo kolory, które tutaj dałam to rudy, brąz i khaki. Ale po wyschnięciu stwierdziłam, że jest ok. taki jesienny kasztanowiec. 


ukręciłam i oto jest - 396 m dubla ze 100g.

A na koniec pokażę pewne udogodnienie jakie sobie wymyśliłam, aby łatwiej było skręcać dubla:


A oto efekt mojej pracy: Jesienny Kasztanowiec

Mi się podoba, mam nadzieję, że dziewczynie, która ode mnie to dostała także przypadnie do gustu.  Jeszcze trochę muszę popracować nad tym, aby nitka była równa i tak samo mocno skręcona.

środa, 27 lutego 2013

Kameleon - South American

Jakiś czas temu (coś w okolicy świąt) - pokazywałam moje pofarbowane czesanki. Wśród nich był niebiesko-zielony South American w ilości 60dag. Kilka dni temu pokazywałam mojej koleżance jak się przędzie na wrzecionie i tegoż South American'a wzięłam do ręki. Niestety w mojej głowie pojawiło się "Jaki brzydki kolor!!!" Postanowiłam temu zaradzić i wrzuciłam czesankę w dwóch turach do gara. Używając dwóch kolorów (a mam ich mnóstwo - prawda?): niebieskiego i szafirowego starałam się przyciemnić tę czesankę. 



 Oczywiście za pierwszym i za drugim razem użyłam tych samych barwników, w tych samych proporcjach, tyle samo octu i mniej więcej tyle samo wody. Czasu też pilnowałam. A jednak wyszły mi dwie różne pod względem kolorystycznym czesanki. Jedna jest bardziej zielona, druga bardziej granatowo-niebieska. Obie ładne, jak na mój gust, ale co ja mam teraz z tym zrobić? Bo planowałam zrobić sobie z tej wełny sweter. Jak to uprzędź, żeby miało sens? No i mam zagwozdkę. 


poniedziałek, 18 lutego 2013

Wariatka to ja

Wariatki wszystkich krajów łączcie się!
Są jeszcze jakieś oprócz mnie? Bo ostatnio ogarnęło mnie jakieś szaleństwo i zaopatruję się w czesanki. Na razie mam przestój w przędzeniu, ale posiadać nie zaszkodzi. 

Tak więc kupiłam od E-wełenki najpierw czesankę Finish. Miała być na szalik dla szanownego małżonka - skoro ma żonę wariatkę, to niech chociaż ma z tego jakąś korzyść. Finisz przyszedł i okazał się ciemnobrązowy, a nie czarny - co akurat nie jest przeszkodą, bo jest to bardzo ładny brąz, taki lubię - no ale na szalik to nie bardzo, bo czesanka jest dosyć gryząca. Zrobię z niej skarpety - tak postanowiłam. 

A skoro nie mam czesanki na szalik, to muszę jednak kupić. No i znowu zapukałam do E-wełenki. Tym razem kupiłam czarną alpakę. Jest czarno-czarna! A jaka mięciutka. Oj już zazdroszczę temu mojemu mężowi szalika. A ponadto zamówiłam merynosa 23 coś tam. A E-wełenka dołożyła mi trochę próbek. Merynos szary piękny i przyjemny, moher ciekawy ale dotykając trzeciej próbki rozpłynęłam się. To nie może być prawda, aby czesanki były tak miękkie i delikatne jak ten wielbłąd z jedwabiem. Ja już dotykałam wielbłąda, był raczej szorstki, ale to coś, to jest bita śmietanka, delikatniutkie. Cudowne. No po prostu brak mi słów.


Właśnie odkryłam, że moher pisze się przez h a nie przez ch. Ratunku, czy pisakiem można robić literówki, czy jednak zwalić winę na moją dysleksję, dysortografię i dyskalkulię. No nie na to ostatnie nie za bardzo mogę, skoro skończyłam matmę.

Czesanki to jedno. Do tego dokupiłam barwniki. I chociaż jestem dosyć biegła w sprawach techniczno komputerowych, to jednak technika mnie teraz przechytrzyła. Oglądałam sobie barwniki na Allegro, coś zgasło i gdy się włączyło okazało się, że zakupiłam po 36 barwników u dwóch sprzedawców, co daje razem 72 sztuki. No to teraz mogę sobie poszaleć.

środa, 6 lutego 2013

Oddech Poranka czyl Corriedale na skarpetki

Zabrałam się za Corriedale. Ponieważ z otrzymanej wełny zamierzam zrobić skarpetki (czy z Corriedale  można?), więc podzieliłam ją na dwie części (równe wagowo), od razu będę robić dwa kłębuszki, osobno dla każdej skarpetki. I obie z nich na jeszcze dwie części. Jedną będę prząść tak jak leci, drugą rozdrobniłam jeszcze bardziej, aby powstał w 2ply tzw. fraktal. 

Początkowo wyglądało to tak: (Ależ te zdjęcia są prześwietlone)


I na trochę jaśniejszym tle:


A tutaj już się przędzie (i zdjęcie nawet kolor oddaje podobny do rzeczywistości). Nazwałam tę przędzę Oddech Poranka. Tak jakoś romantycznie mi pasuje.

Przędzie się ciężko. Bo jakieś takie puchate jest to Corriedale i nitka ciągle się rwie. Położyłam sobie pod nogi poduszkę, aby wrzeciono się za mocno nie poobijało (a jest już nieźle poobijane) i jak już musi spadać, to niech przynajmniej spada na miękkie. Musze pilnować porządnego skrętu, a boję się, że wyjdzie sznurek. Z tego wszystkiego mam za zakwasy w palcach.


Ale wełenka jest cudna w dotyku, w ogóle nie gryzie. W dublu wygląda tak. Mimo wszystko jestem zadowolona.


poniedziałek, 4 lutego 2013

Prządki się spotkały

Udało się, naprawdę się udało. Mimo, że Warszawa i okolice wielkie i ludne wydawało mi się, że wszystkie znane mi (wirtualnie) prządki są "skądś", najprawdopodobniej mieszkają za granicą itd. A tu okazuje się, że jednak mam sąsiadkę. Uznałam, że 25 km jak na prządkowe warunki, to żadna odległość i w piątek pojechałam do Finextry.

Oj spotkanie ze wszech miar udane. Macania kłaków było co niemiara. Jakieś pół roku temu rozróżniałam wełnę od nie-wełny. Oraz nitkę grubą od nitki cienkiej. Tydzień temu zrozumiałam już, że nawet jeśli taki Devon przędzie Ci się cudnie to nie znaczy, że już ze wszystkim sobie poradzisz. Właśnie zamęczam Cordiale i okazuje się, że to zupełnie inna bajka niż Devon. 

A w piątek u Finextry miałam możliwość pomacać i poprzytulać do policzka pełno innych czesanek. To niesamowite jak one się między sobą różnią. Oczywiście zadałam jej tysiące pytań, jako dużo bardziej doświadczonej koleżance. Dostałam też garść wiedzy o kołowrotku. W końcu wiem co to jest to przełożenie i do czego służy hamulec oraz dlaczego tam są albo dwa sznurki, czy sznurek w 8, albo dodatkowy sznureczek na hamulec. Pewnie niektóre pytania zabrzmiały zupełnie głupio - ale co tam. W końcu usiadłam do kołowrotka i pod okiem mojej instruktorki zaczęłam prząść. LUDZIE - ja MUSZĘ mieć kołowrotek, MUSZĘ. Toż to jest cudowne, miód - malina, palce nie bolą, niteczki mogą być cieniutkie. Co prawda zasuwałam pedałami jak głupia, i przekręcałam nitkę, ale i tak jestem zachwycona. I z takim postanowieniem rozstałyśmy się.

Ja jeszcze na koniec zostałam obdarowana torbą kłaków i teraz to ja jestem bogata prządka:


Ta druga czesanka od lewej nazywa się: Coburger Fuchsschaf. Owieczki można zobaczyć tutaj. Małe są brązowiutkie, starsze robią się jasne.

Oj będę miała co robić!
A jeśli dodam jeszcze to:


To mam kłaczków na długie tygodnie :)

sobota, 26 stycznia 2013

Czapeczka z Devona

Ale super wyszła podwójna nitka z Devona. Oto uprzędziona 2ply (233 m ze 100g), uprana i obita o wannę, zgodnie z sugestią Chmurki i wysuszona. Mięciutka, pachnąca, piękna. Jest bardzo zadowolona



Włoczkę przeznaczyłam na czapkę. Podobno Devon jest ciepły i nie nasiąka wodą (trochę nasiąka, przecież go prałam i farbowałam :)

Miałam ochotę na ślimaczka. I zrobiłam go, ale najpierw prułam trzy razy. Długo nie mogłam ustalić grubości drutów i ilości oczek. Bo ta czapka przecież idzie po skosie. Więc najpierw wzięłam tych oczek za mało. Potem za dużo. Potem włóczka była tak pognieciona, że oczka wychodziły krzywe. Wreszcie trafiłam. Dorobiłam do tego pasek w postaci warkocza jako otok, bo lubię gdy jest mi ciepło w uszy. Zima jeszcze ostro trzyma to będę miała czapeczkę, w której wyglądam ciut mniej tragicznie niż w pozostałych. Ale z czapki nie zrezygnuję, bo jak pisałam wyżej lubię, gdy jest mi ciepło.





 
Jak zwykle, mam problem z uchwyceniem koloru. Kolorek nie jest, aż tak bardzo pomarańczowy. Robiłam to zdjęcie sama sobie w korytarzu, przed lustrem, a tam nie jest zbyt jasno. Gdy patrzę na te zdjęcia, to odnoszę wrażenie, jakby czapka była zrobiona z innej wełny ;)

A tu już zdjęcie zrobione przez mojego męża, który się nade mną zlitował:



Na poniższym zdjęciu lepiej widać kolory - ale znowu muszę powiedzieć, że są bardziej przytłumione.



Zastanawiałam się też, czy nie dodać do czapki klapek po bokach i pompona. Zostało mi jeszcze 30g wełny, więc byłoby to możliwe. Ale nie wiem, czy to nie byłaby już przesada.


niedziela, 13 stycznia 2013

Devon się przędzie

Zabrałam się za Devona, o farbowaniu którego pisałam wcześniej. Z tego co czytałam jest to "ciężka, zbita" wełna, ale pewnie trochę jej pomogłam w czasie farbowania i zrobiła się jeszcze bardziej zbita.


Dlatego postanowiłam ją przeczesać:


Zrobiłam rogale:


Rogale przeciągnęłam przez guzik:


I mając taką wspaniałą taśmę zaczęłam prząść


Nie wiem czy tak się powinno to robić. Ale przędzie mi się świetnie. Co prawda pierwszy raz w życiu mam czesankę przygotowaną profesjonalnie do przędzenia. Pierwsza moja czesanka była kupiona w sklepie dla osób filcujących, potem była przygotowana przeze mnie alpaka. Może stąd się bierze, że odczuwam taką różnicę.

Oczywiście obawiam się, że przekręcam nitkę. Mam chyba do tego tendencję. Ale mam nadzieję, że jak już połączę nitki w 2 pl, to i skręt będzie ok.

Czesankę podzieliłam wzdłuż taśmy na dwa kawałki, jedne przędę jak leci, drugi uprzędę dzieląc ją jeszcze na cztery lub osiem (zależy jak wyjdzie). Mam nadzieję, że dzięki temu ładnie rozłożą się kolory.

Zastanawiam się jak nazwać tę czesankę. Dziewczyny - prządki tak robią i mi się to bardzo podoba. Jakby ktoś miał jakiś pomysł, to bardzo proszę mi go podsunąć. 

Na cześć kota rasy Devon, jednej z koleżanek z FB, czesanka nazywana się słoneczna Imka.

wtorek, 1 stycznia 2013

Alpaka wyczesana

Zawzięłam się i wyczesałam drugi raz moją alpakę. Jest tego 70g - niewiele (reszta czeka w szopie w ogrodzie), ale puch taki, że aż pięknie. Mam nadzieję, że uda mi się uprząść z tego miękką nitkę, bo na razie mam tendencje do zbyt mocnego skrętu. Ale co ja mam zrobić, gdy boję się, że inaczej się zerwie? A mam takie doświadczenie? 

No nic, martwić się będę później. Na razie cieszę się z czesanki - jest cudownie miękka i puszysta.


A to kawałek uprzędziony:


A poniżej uprzędzona już cała. 2pl. Chyba za słabo skręcam. Podpowiedzcie mi kochane prządki, bo chciałabym, aby wychodziło tak pięknie jak Wam. Bo po prawdzie miałam nadzieję, że wyjdzie trochę ładniej.


A tak swoją drogą to marzy mi się jakieś spotkanie z bardziej doświadczonymi w tej dziedzinie koleżankami. Jest ktoś z okolic Warszawy - czy też stolica jest zbyt nowoczesna i starożytnym rękodziełem się nie zajmuje?

środa, 26 grudnia 2012

Szczotki

Pochwalę się prezentem, jaki dostałam od mojego męża na Boże Narodzenie.
Oto moje szczotki, które mąż wspaniały, mimo braku zrozumienia dla moich pasji i hobbystycznych zajęć, mi kupił, tylko po to, aby sprawić mi przyjemność.


Szczotki, jak widać, od razu znalazły zastosowanie. I niemalże natychmiast, po odpakowaniu, zaczęły rozczesywać moją pofarbowaną alpakę. Wyszło tego 78g (bo od razu postanowiłam zważyć). Zamierzam przeczesać czesankę jeszcze raz, a potem tylko uruchomić wrzeciono i hajda.