Etykiety

przędzenie (28) druty (25) kartka (18) czesanki (17) chusta (12) krzyżyk (11) South American (8) alpaka (7) farbowanie (6) Finnish (5) merynos (5) BFL (4) Devon (4) Szetland (4) album (4) czapka (4) skarpetki (4) szydełko (4) Corrediale (3) jedwab (3) Coburger (2) Spotkanie (2) bawełna (2) bluzka (2) materiały (2) moher (2) rękawiczki (2) Jackob (1) baby moher (1) ciasto (1) kuchnia (1) notes (1) pies (1) polska (1) pudełko (1) sernik (1) sweter (1) szalik (1) szycie (1) wielbłąd (1)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzyżyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzyżyk. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 marca 2013

Kwiecień

Kwiecień na tapecie, a raczej na kanwie. Jak zwykle zmieniłam kolory, no i jak zwykle nie jestem zadowolona. Może bardziej słuchać projektantki? 


A tu razem z pozostałymi kolegami. 





niedziela, 3 marca 2013

Wymianka Wielkanocna

Z pewną nieśmiałością dołączyłam się do wymianki Wielkanocnej organizowanej na FB. Jakoś stwierdziłam, że moje umiejętności nie są hm? doskonałe? No chodzi o to, że nic specjalnego nie robię. No ale jakoś tak zachciało mi się zrobić komuś niespodziankę i dostać jakąś niespodziankę. A ponieważ osoba, którą obdarowywałam już otrzymała paczkę to pochwalę się tym, co zrobiłam.

Najpierw długo myślałam. Moja osoba do obdarowania ma wiele umiejętności i lubi kolory jesieni. Chciałam zrobić coś fajnego jesiennego. Najpierw coś krzyżykiem. No i wymyśliłam słoiczek na różności. Nie jest może za bardzo jesienny, ale mam nadzieję, że będzie się podobał. 

A tutaj z innej perspektywy

Ponadto pomyślałam sobie, że skoro osoba obdarowana przeze mnie lub robić różne rzeczy, w tym na drutach, to może podaruję jej jakąś fajną wełenkę samodzielnie uprzędzioną. Kupiłam merynosa, pofarbowałam na jesienne kolory.


Początkowo, gdy jeszcze był w garnku, przestraszyłam się że będzie za ciemny i że nie będzie widać różnicy kolorów. Bo kolory, które tutaj dałam to rudy, brąz i khaki. Ale po wyschnięciu stwierdziłam, że jest ok. taki jesienny kasztanowiec. 


ukręciłam i oto jest - 396 m dubla ze 100g.

A na koniec pokażę pewne udogodnienie jakie sobie wymyśliłam, aby łatwiej było skręcać dubla:


A oto efekt mojej pracy: Jesienny Kasztanowiec

Mi się podoba, mam nadzieję, że dziewczynie, która ode mnie to dostała także przypadnie do gustu.  Jeszcze trochę muszę popracować nad tym, aby nitka była równa i tak samo mocno skręcona.

wtorek, 12 lutego 2013

Marzec

Do marca co prawda jeszcze dwa tygodnie, ale wiadomo, że zima nawet nie wiem jak długa kiedyś musi się skończyć i jakkolwiek, by nas zamęczała, to zawsze po niej przychodzi wiosna. 

A u mnie już pachnie marcem - zwłaszcza w moich działaniach na niwie krzyżyka. 

Oto mój marzec kalendarzowy. Tym razem jestem zadowolona z doboru kolorów. Zastanawiam się tylko jeszcze nad dodaniem do obrazka koralików (tam mają być guziczki, których na razie unikałam). Zauważyłam też, że niestety wyszywanie nitkami z różnych bajek (firm) powoduje, że poszczególne płaszczyzny inaczej wyglądają. Jedne nitki dobrze kryją. Inne tak sobie. Ale póki co, chcę wykorzystać te nitki, które mam. Gdy będę wyszywać jakiś super - hiper obraz, to zakupię takie, które są najlepsze.


A tak wygląda w zestawieniu z pozostałymi miesiącami.


czwartek, 10 stycznia 2013

Luty w kalendarzu

Luty się zbliża, a ja jestem rozpędzona w wyszywaniu kalendarza. I luty już wyszyłam. Co prawda wybrałam inne kolory, ale ja już tak mam, że lubię kombinować. Jeśli chodzi o kolory samego obrazka, które także zmieniłam, to bardzo mi się podobają. Natomiast źle dobrałam kolory liter do koloru tła. Powinien być większy kontrast. No trudno - tak czasami bywa jak człowiekowi się wydaje, że jest najmądrzejszy. 


A tutaj mamy luty ze styczniem

 
Gdy skończyłam - to z rozpędu wyszyłam ramki dla pozostałych miesięcy. Niech czekają na swoją kolej. Oczywiście jak zwykle musiałam pomajstrować w kolorach. Mam nadzieję, że tym razem z lepszym efektem.

środa, 2 stycznia 2013

Styczniowy bałwanek

Jako że biorę udział w kalendarzowym SAL'u, nie chciałam zawalić sprawy na samym początku i zabrałam się za wyszywanie bałwanka. Oto on, z pewnymi drobnymi błędami, trochę innymi kolorami (jako właścicielka torby starożytnych mulin, stwierdziłam, że nie ma sensu kupować nowych, skoro mogę spróbować dobrać. I dobrałam. Czy dobrze? Nie mi oceniać.


Zrobiłam trochę błędów. Miejscami chyba jednak nitka była za cienka (może warto było wyszywać potrójną). Jeszcze nie przyszyłam guziczków i nie wiem czy to zrobię. Ale z efektu jestem zadowolona.

I zabieram się za luty.

sobota, 17 listopada 2012

Sal - Kalendarz

U Hanulka można zapisać się na nowy Sal - wyszywany krzyżykiem kalendarz. Obrazki są przecudne, więc się zapisałam. Jeden na miesiąc to chyba dam radę zrobić?


sobota, 28 lipca 2012

Coś wygrałam - ja? Niemożliwe

Nie spodziewałam się żadnej wygranej. Nigdy mi nie szło w losowaniach. Raz w życiu wygrałam książkę, której dwa egzemplarze stały już u mnie na półce. A tu proszę - dostałam najpierw informację od Jadzika z Krzyżykowej Krainy, a wczoraj paczuszkę, a w niej same przyjemne rzeczy 


Od razu z córciami usiadłyśmy sobie do kawusi i cukiereczków aby przeglądać książeczki. Jak ja lubię czytać!!!! 

Pięknie wyszywana serwetka wylądowała na wezgłowiu fotela, świetnie tam pasuje.

piątek, 27 lipca 2012

Sal Madam 1/4 za mną

Dobrze sie wyszywa ten wzór i naprawdę fajnie wychodzi, pomimo licznych błędów, które popełniłam. Ale co tam - tak normalnie to ich nie zauważam. Wyszły w trakcie wyszywania - coś tam się nie zgadzało i musiałam kombinować. I tak pewnie będzie do końca. 


sobota, 30 czerwca 2012

Coś tam....

Działam.

Udało mi się kupić szkło powiększające. Ale nalatałam się po Warszawie... jak dziki Reks!! Kilka dni temu poszłam do swojej ulubionej pasmanterii w Galerii Mokotów. Mieli bardzo fajne szkło powiększające, zakładane na sztywno na szyję, takim plastikowym uchwytem. Niestety cena nie była wówczas adekwatna do moich zasobów finansowych i musiałam parę dni poczekać. Wpływ na konto, więc ja myk do galerii - szukam sklepu, szukam i nie mogę znaleźć. Ja rozumiem, ze galeria duża no i ja nie mam zbyt dobrej orientacji (a raczej pamięci) przestrzennej, no ale bez przesady - byłam w tej pasmanterii nie raz. W końcu zapytałam jakiejś dziewczyny sprzedające w jakimś tam maleńkim sklepiku, a ona mi na to, że zamknięto i nie wiadomo czy otworzą, czy też w ogóle zlikwidują. Normalnie załamałam się. Zaczęłam szukać innej pasmanterii. No ale one nie są zbyt gęsto porozsiewane po naszych miastach, no i Warszawa nie jest tutaj wyjątkiem. Telefon do męża i córki niech poszperają w internecie. Coś znaleźli na Marszałkowskiej 1. Jadę więc, a tam monopolowy. Znowu szukam. Jakaś pani z pracowni krawieckiej przy tejże Marszałkowskiej pokierowała mnie na ulicę Widok. Pojechałam. W środku niestety niewiele - w stosunku do tej pasmanterii w Galerii Mokotów, prawie nic. No trochę różnych rzeczy do decoupage - bądźmy sprawiedliwi. Przypomniałam sobie, że kiedyś widziałam pasmanterię na Mokotowie, kojarzyłam, że było to przy Polskim Radio. Jadę. Niestety po pasmanterii ani śladu, widać coś mi się pomieszało. Jakaś pani skierowała mnie na Wołoską (kawał drogi, no ale ja na piechotę). Doszłam. Maleńka, bez szkła powiększającego... buu.. Zrezygnowana wsiadam w autobus. Jadę do Śródmieścia i po drodze... poznaję ulicę, a na niej zapamiętana z Mokotowa pasmanteria (oj do Radia kawał drogi). No i mieli szkło powiększające. Nie takie cudne jak tamto w Galerii Mokotów, ale trudno. Kupiłam i mogę już wyszywać. Na razie dosyć trudno mi się to robi, bo nie jest "na sztywno" zawieszone, tylko na sznureczkach, ale może się nauczę.





Mały kawałek Sal Madam - Madam Butterfly zrobiony:




Ponadto zaczęłam robić jeszcze jeden projekt: komplet jesienny dla mojej córci. Na komplet mają się składać: czapka, rękawiczki i chustka. Czapkę już zrobiłam - zaskoczyłam sama siebie, że tak szybko:





poniedziałek, 25 czerwca 2012

SAL

Zabrałam się za SAL Madam. Będę wyszywać panią z motylkami we włosach. Brązową nitką, bo pasuje mi do kanapy, a ja zamierzam ozdobić tym haftem poduszkę. 


Niestety okazało się, że przez lata, w czasie których nie wyszywałam siadł mi wzrok i muszę kupić sobie odpowiednią lupę. No dobra, kupię sobie.

niedziela, 3 czerwca 2012

SAL Madame

Zapisałam się do wspólnego wyszywania SAL Madame. SAL właśnie to oznacza - robienie czegoś niejako wspólnie, a tak naprawdę to ze wspólnego wzoru. Tego właśnie się dowiedziałam - cóż, człowiek uczy się całe życie.

Banerek poniżej. Bardzo podobają mi się te wzory i mam ogromną ochotę je wyszyć. Już nawet mam pomysł co z tymi obrazkami zrobię. Wszyję je w poduszki. A ponieważ u mnie wszystko brązowo-jakieś-tam, to i kolorki muszę dopasować. Zapewne zajmie mi to ze trzy lata, ale co tam - czyż nie są piękne?


Haft krzyżykowy był moją pierwszą kraftową umiejętnością. Wyszywałam krzyżykiem już jako mały dzieciak. Kanwy w tamtych czasach nie było, a i o mulinę było trudno, więc moja mama kupiła mi kiedyś lniane płótno - takie z grubymi nitkami, powyciągała co czwartą nitkę tworząc kratki, a potem dała mi małe kłębuszki wełny. Nic z tych prac nie przetrwało do dzisiaj oprócz przekonania, że haft krzyżykowy jest po prostu cudowny.