Natomiast powodowało ono, że pobiegłam do pasmanterii i kupiłam sobie mochere i dziergam chusteczkę. Trochę grubo mi wychodzi, ale pewnie druty mam za cienkie, lub nitkę za grubą. Niech żyje dziewiarstwo.
W swoim życiu mam różne fazy rękodzielnicze. Moje fazy nie są trwałe i przeplatają się ze sobą - a to mam ochotę na robienie kartek, a to okres, gdy nie wychodzę z kuchni, a to zamiast iść do sklepu i sobie kupić szalik robię go na drutach. Czasami myślę, że powinnam mieszkać na Zielonym wzgórzu i mieć na imię Ania...
Strony
Etykiety
przędzenie
(28)
druty
(25)
kartka
(18)
czesanki
(17)
chusta
(12)
krzyżyk
(11)
South American
(8)
alpaka
(7)
farbowanie
(6)
Finnish
(5)
merynos
(5)
BFL
(4)
Devon
(4)
Szetland
(4)
album
(4)
czapka
(4)
skarpetki
(4)
szydełko
(4)
Corrediale
(3)
jedwab
(3)
Coburger
(2)
Spotkanie
(2)
bawełna
(2)
bluzka
(2)
materiały
(2)
moher
(2)
rękawiczki
(2)
Jackob
(1)
baby moher
(1)
ciasto
(1)
kuchnia
(1)
notes
(1)
pies
(1)
polska
(1)
pudełko
(1)
sernik
(1)
sweter
(1)
szalik
(1)
szycie
(1)
wielbłąd
(1)
środa, 9 marca 2011
Dzieganie
piątek, 4 marca 2011
Przędę
Załapałam kolejnego bakcyla - nie wiem na jak długo, ale na razie się trzyma.
Postanowiłam, obok pieczenia chleba z zakwasu, robienia papieru czerpanego, robienia jogurtu itd. nauczyć się przęść nitkę za pomocą wrzeciona.
W sklepie "Kraina Filcu" zakupiłam resztki czesanki (przez co cena była obniżona) - kolory były dobierane przypadkowo, ale stwierdziłam, że dla mnie, która chce tylko sprawdzić jak to się robi, kolor na razie nie ma znaczenia, i póki co nie będę się rzucać na "nie-wiadomo-jakie-cudo).
Do przędzenia oprócz potrzebne jest też wrzeciono. I znowu zamiast kupować gotowe za 30zet + transport, kupiłam sobie w Tesco za 2,60 takie drewniany mieszaczek do jajek (któraś z przędzących dziewczyn zaproponowała coś takiego - ale nie pamiętam, która ani gdzie :(.
Mężuś miał mi wkręcić haczyk, ale był taki zmęczony, że mu odpuściłam. Ponieważ jednak nie grzeszę cierpliwością postanowiłam sobie, jako ten pomysłowy Dobromir, poradzić sama i to zaraz, natychmiast. Okręciłam mój mieszaczek drutem, wygięłam haczyk i mam "wrzeciono" - albo coś wrzeciono-podobnego.
Jak widać coś tam mi wychodzi. Krzywo, czasem za ciasno, czasem za luźno, ale do przodu. Co prawda nadal nie wiem jak te kobiety kręcą nitki w czasie gdy wrzeciono się kręci.. Ja moje rozkręcam. Potem zatrzymuję, blokuję i dopiero wtedy ciągnę palcami po czesance, aby się skręciła. Może to widna wrzeciona?
Jak tak trochę dłużej będzie mi się podobać przędzenie, to pewnie skuszę się na normalne wrzeciono, a może i na kołowrotek. Kto wie.
Nitka na zdjęciu, to nie jest moje pierwsze dzieło. Pierwsze było w kolorze zielono-niebieskim. Ale tak bardzo mi się spieszyło, aby coś z tym drutowego zrobić, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Potem się okazało, że nitka mi się cały czas skręca - a dlaczego, bo w swojej nieświadomości "nie zblokowałam jej" czyli nie zanurzyłam w gorącej wodzie, co podobno powoduje właśnie takowe zblokowanie nitki. Zobaczymy jak mi z tą pójdzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)